Pohl Frederic - Gateway Za B��kitnym Horyzontem Zdarze� - Najstarszy
NAJSTARSZY
Najstarszy porusza� si� powoli, ka�dy organ z osobna.
Najpierw piezeofoniczne zewn�trzne receptory. Nazwijmy je „uszami". By�y zawsze „w��czone" w tym sensie, �e nieustannie odbiera�y d�wi�ki. Pod wp�ywem drga� powietrza ich male�kie nieregularne kryszta�ki ulega�y �ci�ni�ciu i wtedy wzory d�wi�ku odpowiada�y imieniu, jakim zwraca�y si� do niego dzieci, przenika�y g��biej, by uaktywni� to, co odpowiada�o obwodowemu uk�adowi nerwowemu.
Jeszcze do ko�ca si� nie rozbudzi�, chocia� zdawa� sobie spraw�, �e przerwano mu sen. Przebudzi�y si� jego prawdziwe uszy, te wewn�trzne, kt�re analizowa�y i interpretowa�y d�wi�ki. Obwody poznawcze pobra�y pr�bk� sygna��w. Najstarszy s�ysza� g�osy swych dzieci i rozumia�, co m�wi� - ale jakby bezwiednie i nie reaguj�c, tak jak kto�, kto drzemie i pod�wiadomie s�yszy brz�czenie muchy. Jeszcze nie „otworzy� oczu".
Podejmowanie niekt�rych decyzji odbywa�o si� w�a�nie na tym etapie. Je�li wydawa�o mu si�, �e warto przerwa� sen, budzi� kolejne obwody. W przeciwnym razie zostawia� je w spokoju. Kto� kto �pi mo�e ockn�� si� na tyle, by trzepn�� much�. Je�li Najstarszemu przerywano sen dla jakie� b�ahej przyczyny, uwa�a� za stosowne da� dzieciom „klapsa". Nie budzi�y go wi�c z byle powodu. Je�li jednak decydowa� si� budzi� dalej, by podj�� jakie� dzia�anie czy wymierzy� kar� za przerywanie snu, uaktywnia� swe g��wne zewn�trzne systemy optyczne, a wraz z nimi ca�� mas� system�w informacyjno-przetwarzaj�cych i p�ytkich pok�ad�w pami�ci. W�wczas czu� si� ju� w pe�ni rozbudzony, jak kto�, kto obudziwszy si� szeroko otwiera oczy.
Wewn�trzne zegary Najstarszego poinformowa�y go, �e tym razem drzemka trwa�a raczej kr�tko. Mniej ni� dziesi�� lat. Je�li nie by�o wystarczaj�cego powodu, by go obudzi�, to komu� si� za to dostanie.
W tym momencie w pe�ni ju� zdawa� sobie spraw� z tego wszystkiego, co si� wok� dzieje. Dzi�ki wewn�trznej telemetrii otrzymywa� raporty od wszystkich odleg�ych sensor�w, przenikaj�cych dziesi�� milion�w ton masy, w kt�rej �y� on i jego dzieci. Sto danych wyj�ciowych obieg�o powt�rnie jego p�ytkie pok�ady pami�ci: s�owa, kt�re go obudzi�y, wizerunki trzech je�c�w, kt�rych dzieci prowadzi�y przed jego oblicze, awaria w urz�dzeniach naprawczych na odcinkach 4700, niezwyk�a aktywno�� w�r�d zmagazynowanych inteligencji, wskazania temperatury, inwentarze, moment odrzutu. Jego g��bokie pok�ady pami�ci, cho� czasowo pogr��one we �nie, by�y w razie potrzeby dost�pne.
Przed nim sta�o najm�drzejsze z dzieci; mi�dzy rzadkim ow�osieniem na policzkach i wargach perli�y si� kropelki potu. Najstarszy u�wiadomi� sobie, �e to nowy przyw�dca - ni�szy i m�odszy od tego, kt�rego pami�ta� sprzed dziesi�ciu lat - w naszyjniku z zapinanych zwoj�w symbolizuj�cych jego pozycj�, czeka� na werdykt. Najstarszy skierowa� na niego swe g��wne zewn�trzne soczewki daj�c tym sygna�, by przem�wi�.
- Z�apali�my obcych i przyprowadzili�my ich do ciebie - powiedzia� przyw�dca. - Czy dobrze zrobili�my? - doda� dr��c na ca�ym ciele.
Najstarszy zacz�� przygl�da� si� je�com. Jednego zna� - to szczeniak, kt�remu pozwoli� si� urodzi� pi�tna�cie lat temu, nieomal ju� doros�y. Pozosta�a dw�jka to rzeczywi�cie obcy i na dodatek kobiety. Sprawa warta przemy�lenia. Obcy pojawiali si� tu i wcze�niej, ale w�wczas nie wykorzysta� szansy za�o�enia nowej rasy hodowlanej, dop�ki dla dost�pnych osobnik�w nie by�o za p�no. A potem przestali przybywa�.
By�a to szansa, kt�r� Najstarszy przegapi� i kt�rej - bior�c pod uwag� p�niejsze bolesne do�wiadczenia - nie powinien by� przegapi�. Zdawa� sobie spraw�, �e w ci�gu ostatnich kilku tysi�cy lat jego s�dy nie zawsze by�y w�a�ciwe, opinie niezbyt s�uszne. Stawa� si� opiesza�y. Nie wiedzia�, jak� kar� poniesie za b��d i nie chcia� tego wiedzie�.
Zacz�� podejmowa� decyzje. W poszukiwaniu precedens�w i sposob�w wyj�cia z sytuacji si�ga� do g��bokich pok�ad�w pami�ci i stwierdzi�, �e ma dostateczn� liczb� alternatyw. Zaktywizowa� ruchowe efektory dzia�ania. Jego wielkie metalowe cielsko podnios�o si� na podporach i przesun�o obok przyw�dcy w kierunku pomieszczenia, w kt�rym trzymano obcych. Kiedy si� poruszy�, dzieci - przera�one - wstrzyma�y oddech. By�y zaskoczone. Kilkoro najm�odszych, kt�re - w odr�nieniu od doros�ych nie widzia�y go w ruchu - zamar�o w przera�eniu.
- Dobrze zrobili�cie - zawyrokowa� i us�ysza� w odpowiedzi g��bokie westchnienie ulgi.
Najstarszy by� za du�y by, wej�� do pomieszczenia, ale za pomoc� d�ugich czu�ek z mi�kkiego metalu dosi�gn�� je�c�w. Ich przera�enie i szamotanina nie zrobi�y na nim najmniejszego wra�enia. W tym momencie interesowa� go jedynie ich stan fizyczny. Stwierdzi�, �e jest wyra�nie zadawalaj�cy. Dw�jka pojmanych, w tym m�czyzna, byli ca�kiem m�odzi i dlatego przez wiele jeszcze lat b�dzie z nich po�ytek. M�g� z nimi robi� co zechce. Wed�ug jego oceny wszyscy byli zdrowi.
Z�o�ci�o go, �e wrzeszczeli i przeklinali w jednym z tych okropnych j�zyk�w, kt�rymi pos�ugiwali si� ich poprzednicy, nie�atwo wi�c si� by�o z nimi dogada�. Najstarszy nie rozumia� ani s�owa. Nie stanowi�o to jadnak �adnego problemu, poniewa� zawsze m�g� rozmawia� z nimi za pomoc� zmagazynowanej inteligencji ich poprzednik�w. Jego dzieci te� rozwin�y w ci�gu stuleci w�asny j�zyk; wi�c nawet z nimi nie m�g�by si� porozumie�, gdyby co jakie� dziesi�� generacji nie magazynowa� kt�rego� z nich jako t�umacza. I tylko jako t�umacza, poniewa� - ku jego ubolewaniu - do niczego innego si� nie nadawali... Z takimi problemami m�g� sobie jednak poradzi�. Tymczasem okoliczno�ci okaza�y si� pomy�lne. Po pierwsze, je�cy byli w dobrym stanie. Po drugie, byli najwyra�niej inteligentni, pos�ugiwali si� narz�dziami, nieobca im by�a nawet technika. Po trzecie, byli jego i m�g� z nimi zrobi�, co zechce.
- Dajcie im je��. Trzymajcie w bezpiecznym miejscu. Czekajcie na dalsze instrukcje - rozkaza� dzieciom, kt�re zbi�y si� za nim w gromadk�. Wy��czy� nast�pnie zewn�trzne receptory, by si� zastanowi� nad sposobem, w jaki obcy mogliby mu pom�c w realizacji zadania, kt�re stanowi�o zasadniczy cel jego bardzo d�ugiego �ycia. Jako osobowo�� zmagazynowana w maszynie Najstarszy m�g� �y� bardzo d�ugo, by� mo�e wiele tysi�cy lat, ale nie na tyle d�ugo, by uda�o mu si� urzeczywistni� w�asne plany.
Przed�u�a� wi�c swoje �ycie „rozrzedzaj�c" je. W stanie spoczynku nie starza� si� prawie w og�le. Wi�kszo�� czasu sp�dza� w bezruchu przy obni�onym poziomie energii. Nie odpoczywa� wtedy, nawet nie �ni�, jedynie wyczekiwa�, gdy tymczasem dzieci �y�y i wciela�y w �ycie jego wol�, za� zewn�trzne zjawiska astrofizyczne leniwie toczy�y si� naprz�d.
Niekiedy budzi� si� pod wp�ywem impulsu wewn�trznych zegar�w, by sprawdzi�, co si� dzieje wok�, by co� poprawi� i skorygowa�. Kiedy indziej budzi�y go dzieci. Zosta�y nauczone, by to robi� w razie potrzeby i bardzo cz�sto taka potrzeba zachodzi�a (chocia� rzeczywi�cie nie za cz�sto, bior�c pod uwag� inne ni� jego w�asne kryteria).
Kiedy� Najstarszy by� istot� z krwi i ko�ci, takim samym zwierz�ciem jak teraz jego dzieci czy je�cy, kt�rych do niego przyprowadzi�y. Trwa�o to jednak bardzo kr�tko, kr�cej ni� drzemka, od momentu kiedy oderwano go od zlanych potem i napi�tych l�d�wi matki do tej okropnej chwili, kiedy le�a� bezradny i jakie� dziwne ig�y wlewa�y sen w jego �y�y, a wiruj�ce no�e czyha�y tylko, by podda� jego czaszk� trepanacji. Chwil� t� - kiedy mia� na to ochot� - m�g� sobie ca�kiem wyra�nie przypomnie�. M�g� przypomnie� sobie wszystko z tego kr�tkiego �ycia lub z bardzo d�ugiego pseudo�ycia, kt�re potem nast�pi�o, pod warunkiem, �e pami�ta� gdzie szuka� w swej pojemnej pami�ci. Z tym mia� najwi�ksze k�opoty. Wprowadzono do niej zbyt wiele informacji.
Najstarszy nie wiedzia� dok�adnie jak� liczb� pami�ci dysponuje. Nie widzia� te�, ile czasu min�o. Ani nawet gdzie si� co znajduje. Miejsce, kt�re on i jego dzieci zamieszkiwa�y, nazywa�o si� „Tutaj". Wszystko pozosta�e we wszech�wiecie by�o jedynie „Gdzie indziej" i on sam nie trudzi� si�, by umiejscowi� r�ne punkty i powi�za� je ze sob�. Sk�d przyszli ci obcy? Sk�d� musieli przyby�. Nie mia�o to wi�kszego znaczenia. Gdzie znajduje si� �r�d�o po�ywienia, do kt�rego lata� ch�opiec? Jeszcze gdzie� indziej. Sk�d dawno temu przybyli jego przodkowie? Niewa�ne. Centralne Tutaj istnia�o od bardzo, bardzo dawna - tak d�ugo, �e nawet komu� takiemu jak Najstarszy trudno by�o sobie to wyobrazi�. Tutaj �eglowa�o w kosmosie od chwili, kiedy je zbudowano, wyposa�ono i uruchomiono; Tutaj by�o �wiadkiem wielu narodzin i �mierci - prawie pi�ciu milion�w - chocia� nigdy nie �y�o na nim wi�cej ni� kilkuset osobnik�w na raz, a rzadko wi�cej ni� dwudziestu. Przez ca�y czas Tutaj by�o �wiadkiem sta�ych, powolnych przemian. Z biegiem lat dzieci rodzi�y si� coraz wi�ksze, s�absze i t�ustsze, i coraz bardziej bezradne. Doro�li byli wy�si, powolniejsi, mniej ow�osieni. Tutaj by�o �wiadkiem r�wnie� i gwa�townych przemian. W takich sytuacjach dzieci mia�y go obudzi�.
Przemiany mia�y czasem charakter polityczny, poniewa� Tutaj istnia�o kolejno tysi�c r�nych system�w spo�ecznych. Przez jedno lub dwa pokolenia, czy nawet przez stulecie, kr�lowa�y zmys�owo�� i hedonizm, potem dla odmiany czysty purytanizm, potem nagle jeden osobnik stawa� si� despot� lub b�stwem, kiedy indziej panowa�a powszechna r�wno��. Nigdy nie dosz�o do demokracji w poj�ciu mieszka�c�w Ziemi - Tutaj by�o za ma�e na posiadanie przedstawicielskiego rz�du i tylko raz istnia�o rasowo uwarstwione spo�ecze�stwo (upad�o, kiedy odziane w ciemnobr�zowe futra posp�lstwo wyst�pi�o przeciwko wy�szym klasom w futrach koloru czekoladowego i dos�ownie zmiot�o je z powierzchni). Funkcjonowa�o wiele ideologii i ca�e mn�stwo zasad moralnych, ale tylko jedna religia - przynajmniej w ci�gu wielu minionych tysi�cleci. Miejsca starcza�o tylko dla jednej - jej �ywy b�g przez ca�e lata za�ywa� spoczynku w�r�d swoich dzieci budz�c si� jedynie, by je ukara� lub nagrodzi� wedle w�asnego uznania.
Przez ca�� wieczno�� nie by�o Tutaj prawdziwych ludzi, jedynie gromadka zagubionych, na wp� inteligentnych osobnik�w, kt�rzy stawali w obliczu r�nych zada� wymy�lonych po to, by mogli zdoby� wiedz�. Proces �w post�powa� naprz�d. Tylko bardzo powoli. Min�o sto tysi�cy lat nim pierwszy z nich poj�� istot� pisma, prawie p� miliona, nim znaleziono na tyle m�drego osobnika, by zleci� mu jak�� wa�n� prac�. Ten honor przypad� w udziale Najstarszemu. Nie zosta� jednak przyj�ty z rado�ci�. Od tego czasu nikt inny nie na podobne wyr�nienie nie zas�u�y�.
Czyli �e co� nie wysz�o - zdawa� sobie z tego spraw�. Poni�s� pora�k�. Ale gdzie pope�ni� b��d?
Pewien by�, �e dok�ada� wszelkich stara�! Zawsze, zw�aszcza w ci�gu pierwszych kilku stuleci swego maszyno-cz�owieczego �ycia po �yciu skrupulatnie nadzorowa� wszelkie poczynania dzieci. Kara�, kiedy post�powa�y �le. Chwali�, gdy robi�y dobrze. I zawsze si� o nie troszczy�.
A mo�e b��d pope�ni� dawno, bardzo dawno temu, kiedy obudzi� go potworny „b�l" w metalowym pancerzu, wewn�trz kt�rego zamieszkiwa�? Nie to, �eby bola�o go cia�o, jedynie sensory informowa�y go o istotnym fizycznym uszkodzeniu - by�o to jednak r�wnie niepokoj�ce. Dzieci skupi�y si� wok� niego; przera�one, krzycza�y wszystkie naraz wskazuj�c na po�wiartowane cia�o m�odej kobiety.
- Ona postrada�a zmys�y - wrzeszcza�y dr��c ze strachu. - Usi�owa�a ci� zniszczy�.
Przeprowadzona przez Najstarszego szybka kontrola ujawni�a, �e uszkodzenie by�o wr�cz b�ahe. Nast�pi�a eksplozja jakiego� materia�u wybuchowego. Straty ograniczy�y si� jedynie do kilku efektor�w i niewielkiego defektu sieci kontrolnych - bez trudu m�g� sobie z tym poradzi�. Zapyta� je, dlaczego to zrobi�a. Odpowiada�y z oci�ganiem, poniewa� by�y przera�one, ale jednak odpowiada�y.
- Chcia�a, by�my ciebie zniszczyli. Powiedzia�a, �e wyrz�dzasz nam krzywd�, �e nie pozwalasz nam si� rozwija�. B�agamy o przebaczenie. Wiemy, �e trzeba by�o zabi� j� wcze�niej.
- �le zrobili�cie - zawyrokowa� Najstarszy - ale nie dlatego. Je�li kto� taki pojawi si� kiedy� jeszcze w�r�d was, macie mnie natychmiast obudzi�. W razie potrzeby musicie go powstrzyma�, ale nie zabija�.
A potem - czy by�o to kilka stuleci p�niej? Zdawa�o mu si�, �e nie trwa�o to d�u�ej ni� mgnienie oka. Zdarzy�o si�, �e dzieci nie obudzi�y go w por�. W ci�gu kilkunastu generacji przesta�y przestrzega� prawa i nie dopilnowa�y bilansu reprodukcji. Ca�kowita liczba �ywych osobnik�w spad�a do czterech, nim zdoby�y si� na odwag�, by go obudzi� nara�aj�c si� na jego niezadowolenie. Odczu�y je na w�asnej sk�rze. Mog�o to oznacza� koniec wszystkich plan�w, poniewa� tylko jedno z ca�ej czw�rki by�o p�ci �e�skiej i to w wieku, kiedy ju� prawie nie mog�o rodzi� dzieci. Po�wi�ci� w�wczas kilkana�cie lat swego �ycia budz�c si� z niepokojem co kilka miesi�cy, karz�c, ucz�c - zamartwiaj�c si�. Za pomoc� wiedzy biologicznej, zmagazynowanej w g��bokich pok�adach pami�ci, uda�o mu si� doprowadzi� do tego, �e dwoje dzieci, kt�re urodzi�a samica, by�o r�wnie� p�ci �e�skiej. Wykorzystuj�c sperm� przera�onych samc�w postara� si� jak najbardziej zr�nicowa� ich wzory genetyczne. Ale to niewiele da�o. Tyle spraw zosta�o zaprzepaszczonych raz na zawsze. Nigdy ju� �aden zamachowiec nie wyst�pi� przeciwko niemu. Jaka szkoda! Nigdy te� nie pojawi� si� kto� taki jak on.
Najstarszy zdawa� sobie spraw�, �e nie ma realnej szansy na to, by kto� taki jak on kiedykolwiek wyr�s� spo�r�d jego dzieci. Gdyby co� takiego mia�o si� zdarzy�, to ju� by si� wydarzy�o. Mia�y na to dosy� czasu. Od tamtej chwili, w ci�gu ponad �wier� miliona lat, narodzi�o si� i umar�o dziesi�� tysi�cy pokole�.
Kiedy Najstarszy ponownie si� poruszy�, poderwa�y si� r�wnie� wszystkie dzieci. Wiedzia�y, �e teraz co� zrobi. Nie wiedzia�y tylko co.
- Trzeba wymieni� mechanizmy naprawcze w korytarzach na odcinku 4700 - powiedzia�. - Zajm� si� tym trzej naprawiacze. - W�r�d ponad siedemdziesi�ciu doros�ych da� si� s�ysze� st�umiony pomruk ulgi - zawsze najpierw kara�, je�li jednak jego pierwsze polecenie nie by�o kar�, oznacza�o to, �e takowej nie b�dzie. Przynajmniej tym razem. Trzej naprawiacze, na kt�rych pad� jego wyb�r, byli mniej zachwyceni, poniewa� dla nich oznacza�o to kilka dni ci�kiej har�wki - trzeba r�cznie zataszczy� nowe maszyny do zielonych korytarzy i wyci�gn�� stamt�d stare do remontu; stanowi�o to dogodny pretekst, by uciec od przera�aj�cej obecno�ci Najstarszego, pretekst, kt�ry skwapliwie wykorzystali.
- Obcego osobnika p�ci m�skiej i starsz� samic� zamknijcie razem - rozkaza�. Je�li maj� si� rozmna�a�, to niech si� do tego zabior� czym pr�dzej i wtedy lepiej zacz�� od starszej samicy. - Czy �yje jeszcze kto�, kto mia� kiedy� do czynienia z kojarzeniem par?
Oci�gaj�ca si� tr�jka zosta�a wypchni�ta do przodu. - Jedno z was zajmie si� edukacj� m�odszej samicy - poinstruowa�. - A czy jest kto�, kto mia� do czynienia z przygotowaniem inteligencji obcych osobnik�w do zmagazynowania?
- Ja robi�em to z ostatni� dw�jk� - o�wiadczy� przyw�dca. - I �yj� jeszcze ci, kt�rzy mi pomagali.
- Dopilnujcie, by umiej�tno�� ta zosta�a przekazana innym - rozkaza� Najstarszy. - W przypadku, gdy jeden z was umrze, nale�y go spreparowa�. Trzeba te� przyuczy� nast�pnych. - Tak b�dzie najlepiej. Nie mo�na dopu�ci� do zatracenia tej umiej�tno�ci - istoty te �y�y tak kr�tko, �e wiele z tego, co umia�y, zaprzepa�ci�y kiedy Najstarszy egzystowa� przy obni�onym poziomie energii. Niekt�re z dzieci powinny wi�c zacz�� praktykowa� chirurgi� m�zgu na innych, na wypadek gdyby si� zdecydowa�, �e inteligencj� tych obcych r�wnie� si� zmagazynuje. Przechodz�c do kolejnych wa�nych spraw wyda� dodatkowe polecenia. Nale�y wymieni� martwe lub wrzecionowate sadzonki. Przynajmniej raz w miesi�cu powinno si� sprawdza� wszystkie dost�pne obszary Tutaj. Poniewa� niemowl�t i m�odych osobnik�w by�o tylko jedena�cioro, w ci�gu nast�pnych dziesi�ciu lat co najmniej pi�cioro dzieci powinno rokrocznie przychodzi� na �wiat.
Najstarszy wy��czy� nast�pnie receptory zewn�trzne i zaj�wszy z powrotem miejsce przy centralnym terminalu telekomunikacyjnym pogr��y� si� w odleg�ych wspomnieniach. Wok� �rodkowego wrzeciona dzieci po�piesznie wykonywa�y zadania, kt�re im wyznacza� przyw�dca. Kilkoro zasta�o, by wykopa� krzaki jag�d i pn�cza winoro�li oraz wymieni� chore ro�liny; inni mieli si� zaj�� je�cami, spad�y na nich r�wnie� domowe obowi�zki; kilka m�odych par wys�ano do pomieszcze� mieszkalnych, by si� rozmna�a�y. Je�li nawet mieli inne plany, to zosta�y one od�o�one na p�niej. Tym razem Najstarszy po przebudzeniu by� ca�kiem zadowolony z dzieci i nawet mu nie przysz�o do g�owy zastanawia� si�, czy dzieci s� z niego zadowolone. Co innego zaprz�ta�o jego my�li.
Przy obwodach zewn�trznych zredukowanych do niewielkiej rezerwowej stru�ki w stanie spoczynku Najstarszy nie odpoczywa�. Wprowadza� do swej podstawowej pami�ci wszystkie nowe dane. Zasz�a jaka� zmiana. Zmiana za� oznacza�a niebezpiecze�stwo. Oznacza�a te� pewne mo�liwo�ci, je�li podej�� do niej w spos�b w�a�ciwy. Zmian� mo�na wykorzysta� do realizowania w�asnych cel�w, nie mo�na sobie pozwoli�, by stan�a im na przeszkodzie. Kiedy� zajmowa� si� tylko sprawami bie��cymi, tym, co mia�o znaczenie taktyczne. A teraz jego uwaga zwr�ci�a si� w kierunku strategii i zada� dalekosi�nych.
Si�gn�� do swych najg��bszych pok�ad�w pami�ci. Niekt�re wspomnienia odnosi�y si� do wydarze� bardzo odleg�ych w przestrzeni i czasie, i przera�a�y nawet kogo� takiego jak Najstarszy (c� za zuchwalstwo!). Inne nie by�y tak odleg�e ani te� nie napawa�y przera�eniem, jak na przyk�ad wspomnienia zmagazynowanych inteligencji obcych, kt�rych ch�opiec nazywa� „Zmar�ymi". Wcale nie by�y przera�aj�ce. Ale za to jak�e irytuj�ce!
Kiedy obcy, mocno poturbowani i zb��kani rozbitkowie, po raz pierwszy dotarli Tutaj w swych malutkich statkach, Najstarszy prze�y� chwil� grozy. Stanowili zagadk�. Kim byli? Czy to w�adcy, kt�rym usi�owa� s�u�y� i kt�rzy przybyli, by go ukara� za jego zadufanie?
Szybko zorientowa� si�, �e nie. Czy byli to wi�c przedstawiciele jakie� innej rasy s�ug owych w�adc�w, kt�rzy mieli go nauczy�, jak ma im s�u�y�? Te� nie. Byli to w�drowcy. Znale�li si� Tutaj przypadkowo, w staro�wieckich statkach, kt�rymi tak naprawd� nie umieli si� pos�ugiwa�. Kiedy - po przybyciu Tutaj - przyrz�dy sterownicze statku same si� neutralizowa�y zgodnie z za�o�eniem, wpadali w panik�.
Jak si� okaza�o, nie przedstawiali sob� nic interesuj�cego. Kiedy si� pojawili, zmarnowa� na nich wiele dni swego �ycia - najpierw z pierwszym, potem z drugim samotnym poszukiwaczem przyg�d, p�niej jeszcze z trzyosobow� grup�. Og�em przyby�o ich prawie dwudziestu, w dziewi�ciu statkach - nie licz�c dziecka, kt�re urodzi�o si� tutaj, lecz �aden z nich nie by� wart tego zainteresowania, jakie w nim wywo�ali.
Pierwszych kilkoro przybyszy dzieci natychmiast unicestwi�y i zmagazynowanej inteligencji nada�y form� maszynow�, tak �eby �atwo m�g� z niej korzysta�. Pozosta�ych kaza� oszcz�dzi�, a nawet pozwoli� im porusza� si� swobodnie, kiedy okaza�o si�, �e mog� przedstawia� wi�ksz� warto�� wiod�c niezale�ne �ycie w nie wykorzystywanych obszarach Tutaj. Da� im wszystko, czego - w jego mniemaniu - potrzebowali. Niekt�rych obdarzy� nawet nie�miertelno�ci�, tak jak niegdy� i jego obdarzono, gdy tymczasem spo�r�d jego dzieci na nie�miertelno�� zas�ugiwa�o mniej ni� jedno na sto tysi�cy. Wszystko na marne. Niezale�nie od tego, czy byli �ywi i kapry�ni, czy te� istnieli w formie zmagazynowanej inteligencji, przysporzyli mu wi�cej k�opot�w ni� to by�o warte. Zarazili kilkoro dzieci �miertelnymi chorobami. Sami r�wnie� si� od nich pozara�ali i niekt�rzy umarli. Poza tym inteligencje przybysz�w niezbyt dobrze si� magazynowa�y. Mimo w�a�ciwego wprowadzenia w jego g��bokie pok�ady pami�ci za pomoc� techniki maszynowej, tej samej, jak� tysi�ce stuleci temu pos�u�ono si� w jego przypadku i kt�rej od tego czasu uczy�y si� jego dzieci, nie by�o z nich wi�kszego po�ytku. Mieli wadliwe rozwini�te poczucie czasu. Odpowiadali bez �adu i sk�adu. Znaczne obszary i pami�ci zanik�y. Niekt�rych nie mo�na by�o w og�le odczyta�. Nie by�a to wina techniki - od samego pocz�tku stanowili produkt wadliwy.
Kiedy po �mierci swego cia�a Najstarszy sta� si� nie�miertelny, obudzi� si� w pe�nym stanie �wiadomo�ci.
Ca�a wiedza i umiej�tno�ci, jakie kiedykolwoiek posiada�, zosta�y powielone w pami�ci maszyny. Podobnemu procesowi podlega�y jego dzieci, gdy budz�c si� przypadkiem wybiera� kt�re� do zmagazynowania. Tak jak i jego ciele�ni przodkowie z odleg�ej przesz�o�ci, w por�wnaniu z kt�r� nawet jego s�dziwy wiek by� niczym. Tak jak i tamte zmagazynowane pami�ci, kt�rych rad nigdy nie chcia� zasi�gn��.
Odwrotnie by�o w przypadku obcych. Ich chemia jako� dziwnie szwankowa�a. Wprowadzali si� do pami�ci wadliwie i odtwarzali na chybi� trafi�; czasami nawet si� zastanawia�, czy przybysz�w nie wymaza� raz na zawsze. Najpierw niewielkie zasoby ich pami�ci i systemy odczytywania przerzuci� na peryferie Tutaj, do kt�rych jego dzieci nigdy si� nie zbli�a�y. W ko�cu - z czystego wyrachowania - postanowi� ich oszcz�dzi�. Mo�e nadejdzie taka chwila, kiedy si� przydadz�.
I by� mo�e taka chwila w�a�nie nadesz�a.
Z poczuciem niepochamowanego wstr�tu, jaki odczuwa cz�owiek wyci�gaj�c z klozetu klejnot, Najstarszy otworzy� kana�y ��cz�ce go ze zmagazynowanymi m�zgami obcych.
A potem skurczy� si�.
Tr�jka dzieci, p�dz�cych Janine wzd�u� krzywizny wrzeciona do miejsca jej przeznaczenia zobaczy�a, �e efektory Najstarszego drgaj� i zewn�trzne soczewki �wietlne otwieraj� si�. Dzieci zmiesza�y si� i zatrzyma�y w oczekiwaniu, co b�dzie dalej.
Nic si� jednak nie wydarzy�o. Efektory ponownie znieruchomia�y, soczewki wr�ci�y do pierwotnego stanu. Po chwili dzieci opanowa�y si� i zaci�gn�y Janine do metalowej klatki.
Wewn�trz metalowej skorupy Najstarszy dozna� najwi�kszego w ci�gu wielu przebudze� szoku. Kto� manipulowa� w jego zmagazynowanych pok�adach pami�ci. Nie to, �eby zwariowa�y. Zawsze by�y pomylone; co gorsza, sta�y si� teraz poniek�d rozs�dniejsze i bardziej przytomne, tak jakby usi�owano je przeprogramowa�. Posiada�y dane wyj�ciowe, jakich nigdy im nie przekaza�.
Zawiera�y pami�ci, jakich nie zna�. Nie by�y to zapisy z przesz�o�ci, kt�re nagle wydosta�y si� na powierzchni�. Ale co� zupe�nie nowego. M�wi�y o usystematyzowanej wiedzy na tak� skal�, przy kt�rej jego wiedza wydawa�a si� niczym. O dziesi�tkach miliard�w �ywych inteligencji. O inteligencji maszyn, kt�re - w jego mniemaniu - by�y powolne, a nawet ca�kiem g�upie, lecz mia�y niewiarygodne wr�cz zasoby pami�ci. Nic dziwnego wi�c, �e zareagowa� odruchowo jak cz�owiek wyrwany z nag�ej drzemki, zrywaj�c si� i otrz�saj�c.
W jaki� spos�b zmagazynowani w jego pami�ci obcy nawi�zali kontakt z cywilizacj�, z kt�rej pochodzili.
Najstarszy bez trudu zorientowa� si�, jak to si� sta�o - wykorzystali nie u�ywan� od dawna sie� telekomunikacyjn� ��cz�c� Tutaj z Fabryk� Po�ywienia. Do zakodowania i przetworzenia informacji w Fabryce Po�ywienia pos�u�ono si� beznadziejnie prymitywn� maszyn�. Nast�pnie, za pomoc� pe�zaj�cych impuls�w elektromagnetycznych �wietlnego radia przesy�ano sygna�y na planety okr��aj�ce najbli�sz� gwiazd�, co zajmowa�o wiele dni �wietlnych. Mo�na by si� tym wszystkim nie przejmowa�, gdyby nie ilo�� informacji, kt�re t� drog� da�o si� przekaza� w obie strony. Najstarszy znalaz� si� w sytuacji hydrotechnika, kt�ry - tkwi�c u podn�a zapory wodnej - widzi, jak z prawie niewidocznej dziurki wielko�ci szpilki cienka stru�ka wody tryska setki metr�w w g�r�. Ilo�� wody jest znikoma, ale to, �e jej tak wiele wycieka z tak ma�ego otworu �wiadczy o olbrzymim ci�nieniu z drugiej strony tamy.
A przeciek by� obustronny.
Najstarszy zda� sobie spraw�, jak nierozwa�ny by� w przesz�o�ci. Kiedy bada� zmagazynowanych w jego pami�ci obcych, by pozna� ich wiedz�, pozwoli� im jednocze�nie dowiedzie� si� wiele o sobie. O Tutaj. O technice, kt�ra tym miejscem kieruje. O jego konsekracji i w�adcach, kt�rym mia� s�u�y� ca�e �ycie.
Na szcz�cie przeciek by� niewielki, a przekaz kiepski z powodu usterek zmagazynowanych inteligencji. Najstarszy mia� dost�p do ka�dego obszaru ich pami�ci. Otworzy� je, by zbada� i sprawdzi� ka�dy bit informacji. Nie „rozmawia�" z nimi. Pozwoli�, by ich m�zgi wla�y si� do jego m�zgu. Zmarli nie mogli mu si� przeciwstawi�, tak jak �aba rozci�gni�ta na stole sekcyjnym nie mo�e si� przeciwstawi� skalpelowi chirurga.
Kiedy sko�czy�, pogr��y� si� w zadumie.
Czy co� zagra�a jego planom?
Zaktywizowa� wewn�trzne systemy analityczne i w jego m�zgu pojawi� si� tr�jwymiarowy obraz Galaktyki. Tak naprawd� obraz ten nie istnia�. Nie by�o takiego punktu, z kt�rego mo�na by go zobaczy�. On sam go nie „widzia�", po prostu wiedzia�, �e tam jest. By�o to co� w rodzaju trompe-l'oeil. Iluzja optyczna, tyle �e nie maj�ca nic wsp�lnego z optyk�. Obraz przedstawia� w oddali jaki� obiekt obwiedziony �wiat�em. Wiele stuleci min�o od chwili, kiedy Najstarszy pozwoli� sobie po raz ostatni na niego popatrze�. Nadszed� czas, by zobaczy� go ponownie.
Najstarszy si�gn�� g��biej i zaktywizowa� od dawna nie niepokojone pok�ady pami�ci.
Nie by�o to �atwe przedsi�wzi�cie. Przypomina�o prawie sesj� terapeutycz� w gabinecie psychoanalityka, poniewa� na nowo odkrywa� my�li, wspomnienia, winy, obawy i niepewno�ci, kt�re jego „�wiadomy" umys�, czyli obwody zajmuj�ce si� my�leniem i rozwi�zywaniem problem�w, postanowi� od�o�y� na bok dawno temu. Wspomnienia te jednak nie znikn�y. Nie utraci�y r�wnie� swej mocy. Nadal wyra�a�y „wstyd" i „obaw�". Czy post�powa� w�a�ciwie? Czy mia� prawo dzia�a� na w�asn� odpowiedzialno��? Dawne dylematy w przyspieszonym tempie obiega�y jego m�zg, tak jak mia�o to miejsce dwie�cie tysi�cy lat temu, i wcale nie by�y bli�sze rozwi�zaniu. Najstarszy nie m�g� popa�� w histeri� czy depresj�. Na to nie pozwala�y mu jego obwody.
M�g� natomiast odczuwa� przera�liwy strach.
Po d�u�szej chwili przerwa� introspekcj�. Nadal si� ba�. Ale by� ju� zdecydowany. Musia� zacz�� dzia�a�.
Dzieci rozpierzch�y si� przera�one, kiedy obudzi� si� ponownie.
Wysuni�te do przodu efektory zadr�a�y, wyprostowa�y si� i wskaza�y na m�od� samic� z�apan� po�rodku pobliskiego korytarza. Wyb�r by� czystym przypadkiem.
- Chod� - rozkaza�.
Za�ka�a, lecz us�ucha�a polecenia. Kiedy ruszyli pospiesznie w g��b o�wietlonego z�otym �wiat�em korytarza, jej partner zrobi� krok naprz�d. Nie powiedziano mu jednak, �e on r�wnie� ma i��, zatrzyma� si� wi�c spogl�daj�c za nimi ze smutkiem. Przed dziesi�cioma minutami w harmonii i zgodzie kopulowali ze sob�. Teraz nie by� pewien, czy j� jeszcze kiedykolwiek zobaczy.
Najstarszy porusza� si� w tempie niewiele wi�kszym ni� szybki marsz, ale to wystarczy�o, �e p�acz�ca samica chc�c nad��y� bieg�a ci�ko dysz�c. Sun�� mijaj�c maszyny, przez nikogo nie u�ywane nawet w czasach, kt�re on jeszcze pami�ta� - prostowacze �cian, wielkie jak domy l�downiki, jakie� dziwne sze�cio�mig�owe machiny podobne do helikoptera, kt�rymi kiedy�, chocia� nawet Najstarszy nie si�ga� pami�ci� tak daleko, przewo�ono anio��w Heech�w do ich Nieba. Z�ote �y�ki przesz�y w b�yszcz�ce srebro, srebro w najczystsz� biel. Korytarz, do kt�rego nigdy nie wesz�o �adne z dzieci, sta� przed Najstarszym otworem - ci�kie odrzwia rozwar�y si� szeroko. Samica zd��y�a si� zasapa� nim dotarli do miejsca, w kt�rym nigdy nie by�a i o istnieniu kt�rego nie mia�a najmniejszego poj�cia, gdzie �y�ki w �cianach mieni�y si� tuzinem barw, a dziwaczne b�yszcz�ce wzory w p�ycinach wype�nia�y ca�� powierzchni� wielkiego ponurego pomieszczenia. Nie dane jej by�o odpocz��.
- Id� tam - rozkaza� Najstarszy. - Przekr�caj pokr�t�a w taki spos�b, jak ja.
Przy przeciwleg�ych �cianach pomieszczenia znajdowa�y si� urz�dzenia sterownicze, zbyt oddalone od siebie, by pos�ugiwa� si� nimi mog�a jedna osoba. Przy ka�dym sta�o na pod�odze co� w rodzaju bardzo niewygodnej do siedzenia �awki. Przed ni� jakby kopczyk z pr��kowanych pokr�te�, po dziesi�� w rz�dzie z blado migoc�cymi �wiate�kami koloru t�czy. Najstarszy omin�� �awk� i efektorem zacz�� powoli obraca� najbli�sze pokr�t�o. �wiate�ka zamigota�y i zafalowa�y. Zielone roz�wietli�y si� na ��to, potem jasno-pomara�czowo, z potr�jnym rz�dem brunatno��tych linii w �rodku.
- Dopasuj si� do mojego wzoru - rozkaza�.
M�oda samica stara�a si� us�ucha� polecenia. Pokr�t�o jednak z ledwo�ci� dawa�o si� przekr�ci�, tak jakby go od bardzo dawna nie ruszano. Kolory zlewa�y si� i wirowa�y - trwa�o to ca�� wieczno�� nim uda�o si� jej uzyska� wz�r identyczny z wzorem na przyrz�dach sterowniczych Najstarszego. Nie ponagla� jej ani nie gani�. Po prostu czeka�. Wiedzia�, �e robi wszystko co w jej mocy. Nim dziesi�� pokr�te� u�o�y�o si� we w�a�ciwy wz�r, kt�ry wybra�, �zy zamieni�y si� w kropelki potu zalewaj�ce jej oczy i sp�ywaj�ce mi�dzy rzadkim zarostem na brodzie.
Kolory nie pasowa�y idealnie. Rozetka z ekranami, znajduj�ca si� pomi�dzy podw�jnymi, zapasowymi, zabezpieczaj�cymi przyrz�dami sterowniczymi, na kt�rej powinny si� pojawi� si� wsp�rz�dne kursu, �wieci�a pustk�. Nic dziwnego. Zadziwia� m�g�by fakt, �e po o�miuset tysi�cach lat urz�dzenia sterownicze w og�le dzia�aj�.
Ale dzia�a�y.
Najstarszy dotkn�� czego� pod swoimi urz�dzeniami sterowniczymi i �wiate�ka szybko, jak w bajce, zacz�y �y� w�asnym �yciem. Zamaza�y si� i odzyska�y barwy ponownie, a kiedy pa�eczk� przej�y automatyczne dostrajacze dok�adno�ci, wzory sta�y si� identyczne. Rozetk� z ekranami o�ywi� wz�r jarz�cych si� punkcik�w i linii, kt�rym m�oda samica przygl�da�a si� ze strachem. Nie mia�a poj�cia, �e patrzy w przestrze� usian� gwiazdami. Nigdy nie widzia�a gwiazd, ani o nich nie s�ysza�a.
To co nast�pi�o po chwili, odczu�a w spos�b fizyczny.
Podobnie jak odczuli to wszyscy Tutaj - obcy zamkni�ci w odosobnieniu, prawie setka dzieci na artefakcie, m�oda samica, a tak�e sam Najstarszy - wszyscy odczuli nagle md�o�ci, kiedy znik�a odwieczna grawitacja, a zast�pi�y j� nag�e fale pseudoprzyspieszenia odmierzaj�ce utrat� wagi.
Po ponad trzech czwartych miliona lat powolnego obracania si� wok� bardzo odleg�ego od Ziemi S�o�ca, artefakt skierowa� si� na now� orbit� i odp�yn�� w dal.
Strona g��wna
Indeks